Jak feministki niszczą pewnych mecenasów, którzy w wolnych chwilach zajmują się filozofią MGTOW

Gównoportal „strajk.eu” (który nawiasem mówiąc ma prawie dwa razy mniej lajków niż mój drugi fanpage na Facebooku i 5 patronów na Patronite, faszyści drżyjcie przed tą czerwoną siłą!!!) spłodził artykuł, w którym szkaluje dwóch mecenasów, którzy w wolnym czasie prowadzą wspólnie bloga na temat relacji damsko-męskich. Wyrywając zdania z kontekstu, bez żadnej próby polemiki, dwie panie redaktorki z tego portalu próbują udowodnić, że są to straszni mizogini i seksiści.
Niby nie powinienem się przejmować, w końcu zważywszy na ich żałosny zasięg, post będzie mieć mniej odbiorców niż lokalna gazeta z jakiejś podlaskiej wsi (z całym szacunkiem dla Podlasia). Jednak jest to dowód, że są osoby, które w ten sposób myślą i będą próbowały dyskredytować ludzi zajmujących się tą tematyką, więc pewnie i mój blog jest zagrożony. Na szczęście jestem bezrobotny ostatnio, więc nie doniosą na mnie do pracodawcy 🙂
Co więcej, pani Weronika Książek i Aleksandra Bełdowicz w typowo bolszewicki sposób postarały się ukrócić ich hobby (bo ten blog jest prowadzony hobbystycznie przez mecenasów, ich kancelaria zajmuje się głównie prawem medycznym) donosząc do palestry.
Oprócz tego postanowiły na owym gównoportalu dla skrajnej lewicy napisać tekst rodem z „Roku 1984” a la seans nienawiści do Emmanuela Goldsteina. Poczytajmy więc.
„Bo wiecie, nawet jak baba dostanie wciry, to wcale nie znaczy, że oprawcą w tym układzie jest on. Przeciwnie. Według dwóch prawników, wciąż czynnych zawodowo, również to dowodzi wyższości rodu męskiego nad żeńskim: “Kobieta jest zainteresowana takim mężczyzną dlatego, że na poziomie podświadomym odbiera złe traktowanie przez mężczyznę jako przejaw tego, że taki mężczyzna jest od niej lepszy”.”
Panie feministki jeszcze nie raz będą udowadniać w tym artykule swoją nabytą przez lata spędzania czasu z neobolszewikami durnotę, ale już niemal na wstępie bombardują nią czytelników. Ten cytat wcale nie sugeruje jakoby kobiety były gorsze, ale opisuje działanie tzw. „syndromu sztokholmskiego”. Niestety jest to duży problem wielu związków, w którym ofiara jest tak związana z oprawcą, że nie jest w stanie wyplątać się z patologicznej relacji.
„Istoty żeńskie mają mózgi o mniejszej pojemności. Zaprzeczy ktoś? Jasne, że nie. To fakt. Faktem jest również, że słonie czy płetwale mają mózgi jeszcze bardziej pojemne niż homo sapiensy, a jednak nie przekłada się to bynajmniej na rozwój cywilizacji. Nie zawsze rozmiar ma znaczenie. A jednak panom mecenasom wychodzi, że: “większa pojemność mózgu mężczyzny przekłada się na zwiększoną aż o 16 proc. ilość neuronów w korze mózgowej w stosunku do mózgu kobiety.(…) mężczyzna przeciętnie ma większą zdolność uczenia się i rozwiązywania danego zadania, natomiast kobieta powinna z założenia posiadać lepiej rozwinięte umiejętności społeczne (czytaj: mówienie za dużo, zrzędzenie, manipulacja, kłamstwo, lepsze zapamiętywanie słów, lepsze zapamiętywanie twarzy). Mężczyźni i kobiety nie są ani tacy sami ani równi”.”
Specjalnie pogrubiłem ten kawałek tekstu, bo to co zrobiły te panie w tym artykule jest właśnie piękną manipulacją. Wyciągnęły cały fragment artykułu starając się wykazać, jakim wielkim mizoginem jest jeden z panów mecenasów, który napisał ten tekst. Ja może zacytuję co jest dalej w tym artykule.

 

Mężczyźni i kobiety nie są ani tacy sami ani  równi. W żadnym razie nie należy tego rozumieć w ten sposób, iż każdy nie zasługuje na równe szanse w życiu. Niezależnie od tego, co kto uważa na temat pochodzenia człowieka, mężczyźni i kobiety z jednej strony stworzeni zostali do czego innego, z drugiej strony zasługujemy na takie same szanse w życiu, jednak powinny one wynikać wyłącznie z umiejętności, zdolności i wyników, a nie z płci danej osoby. Nie powinno się więc obniżać standardów, umożliwiających dostęp do danej dziedziny aktywności ludzkiej tylko po to, aby umożliwić do niej dostęp przedstawicieli jednej z płci – kobietom.”

 

No i proszę – z ziejącego mizoginią tekstu nagle mamy artykuł, z którym trudno się nie zgodzić (no chyba że jest się pojebaną feministką wierzącą, że krzywdy patriarchatu można naprawić jedynie krzywdząc mężczyzn). Wystarczyło tylko nie wyrywać zdań z kontekstu.

 

„Panowie W. & S. życzliwie doradzają, co robić, gdy rozwód na horyzoncie: „Nagrywaj. Dokumentuj, utrwalaj w taki lub inny sposób każdy kontakt z żoną w czasie sprawy rozwodowej (telefoniczny, mailowy, bezpośredni itd.)”, „Nie traktuj żony jak przyjaciela. (…) Twoja żona zrobi wszystko, żeby wycisnąć z Ciebie tyle, ile się da i dołożyć Ci. W tym drugim przypadku zrobi to dla czystej satysfakcji”, „Nie zgadzaj się na nic dla świętego spokoju”. Nie dla nich mediacje, próba łagodzenia konfliktów i wybrnięcia w jak najmniej dotkliwy sposób z traumatycznej dla obu stron sytuacji rozpadu małżeństwa.”

 

Hoho! Te same feministki, które reagują autystycznym skrzekiem na pragmatyczne sugestie, że zostawianie drinka bez opieki w barze lub szlajanie się w nocy po ciemnych uliczkach jest złym pomysłem, jednocześnie rzucają hasłem w stylu Bronisława Komorowskiego „zmień pracę i weź kredyt”. Sprawdziłem sobie kim są z zawodu autorki tekstu. Na portalu „LinkedIn” można znaleźć informację, że Weronika Książek skończyła UJ (prawdopodobnie dziennikarstwo patrząc na jej przebieg kariery), z kolei Aleksandra Bełdowicz skończyła coś, co mądrze brzmi „European Academy of Diplomacy” natomiast jest zwykłą, prywatną szkołą podyplomową. W każdym razie żadna z nich nie otarła się nawet o prawo czy sąd. Skąd więc przekonanie, że znają się lepiej na sprawach rozwodowych niż wzięci adwokaci?
Ludzie związani z sądownictwem często podkreślają, że to co się dzieje podczas spraw rozwodowych jest czymś, co przekracza często ich najśmielsze oczekiwania. Sąd staje się polem bitwy. Oboje małżonków zamienia się w podłe bestie, chcące dorwać swoją ofiarę. Kobiety wykorzystują wówczas uprzywilejowaną pozycję, by oskarżać mężczyzn o gwałty, przemoc domową czy znęcanie się lub molestowanie dzieci. Znana była sprawa pewnego mężczyzny z Gorzowa Wlkp., który jedynie dzięki nagraniu żony i teściowej, które umawiały się jak wrobić go w pedofilię, uniknął rozwodu. Wg. Lwa Starowicza aż 30 % takich oskarżeń jest fałszywych. Pecha miał Jacek Ch., który przez zmowę biegłej psycholog i jego żony został skazany na 4 lata bezwzględnego więzienia.  Ale dla pań feministek „wystarczy się dogadać”.

 

„Właściwie założyć można, że kobieta wychodzi za mąż wyłącznie po to, by móc się rozwieść i zacząć polować na kolejnego nieświadomego, bezbronnego acz bogatego jelenia. Jelenia, który w genach zakodowaną ma potrzebę rozmnażania się, opieki i dostarczania dóbr najbliższym, co kobieta-drapieżnik bezlitośnie wykorzystuje. Bo według autorów bloga: “mężczyzna może stać się niewolnikiem swojego własnego mózgu i hormonów, które sam produkuje i kobiety dobrze o tym wiedzą”. Dlatego właśnie “najlepszym sposobem dla mężczyzny na uniknięcie ogromnego ryzyka związanego z zawarciem małżeństwa jest niezawieranie go”.

 

To proste jak konstrukcja cepa:

 

“Małżeństwo dla kobiety to biznes. (…) Kobieta zawsze wybiera takiego mężczyznę do małżeństwa albo do stałego związku, który zarabia więcej niż ona, który ma więcej zasobów niż ona. Na tym właśnie polega hipergamia. Zdarza się również nierzadko, że kobieta wybiera takiego mężczyznę, który dobrze lub bardzo dobrze według niej rokuje na przyszłość, jeżeli chodzi o możliwość pozyskiwania zasobów (czytaj pieniędzy), które będą jej potrzebne. Niektóre kobiety mają bardzo dobrze rozwiniętą zdolność wychwytywania takich właśnie mężczyzn. (…) Środkiem do osiągnięcia tego celu jest małżeństwo jako stosunek prawny. Taki, w którym mężczyzna może zostać zmuszony przez państwo do łożenia na kobietę”.”
Nie wiem ile zarabiają te dwie panie na tak wybitnym stanowisku jak redaktor gównoportalu „strajk.eu”, ale faktem jest, że w zdecydowanej większości małżeństw i związków (ok. 80 %) to mężczyzna zarabia więcej. Oczywiście możemy domniemywać, że jest to efekt „muh patriarchy”. Ale szczerze – wątpię w to. Faktem jest, że rozwód jest dla kobiet interesem. W sytuacji, gdy 80 % z nich zarabia mniej, podzielenie majątku na pół i otrzymanie alimentów na dzieci (a w krajach anglosaskich mogą dostać alimenty nawet za „krzywdy patriarchatu”, czyli tylko na siebie) jest dobrym biznesem. Na pewno nikt (lub prawie nikt) przed zawarciem małżeństwa nie planuje rozwodu, ale nie zmienia to faktu, że to kobiety (66 %) częściej wnoszą sprawę o zerwanie więzi małżeńskiej. Widać dyskusja z faktami przekracza intelektualne możliwości pań feministek.
Następnie przytaczane są cytaty z bloga rodem z filozofii MGTOW, tudzież redpill, jako dowód na mizoginię. Daleko mi do tych ruchów, ale bawi mnie to, że akurat do tego przyczepiły się owe feministki. Te same, które piszą o „toksycznej męskości”, o tym że tylko mężczyźni gwałcą, biją, piją i znęcają się nad słabszymi. Same uprawiają szeroko zakrojoną stereotypizację mężczyzn, a gdy robi to ktoś z drugiej strony barykady, wówczas jest płacz, lament i donosy do palestry.
„Umieracie z ciekawości, jak to możliwe, że dwaj prawnicy, nie bawiąc się w subtelności, takie jak pseudonimy artystyczne typu “Marcin67” czy “Wojtek13”, ale pod nazwiskiem , w biały dzień, wypisują to wszystko w internecie i nadal pełnią zawód społecznego zaufania, reprezentując w sądzie ludzi?My też.”
Mają prawo pisać co im się żywnie podoba, jeśli nie jest to zabronione prawnie jak wzywanie do obalenia ustroju lub rozpowszechnianie nienawiści rasowej lub ksenofobicznej (przykro mi, coś takiego jak „mizoginia” nie zostało zawarte w kodeksie karnym, zresztą jeśli mizoginia to i mizoandria powinna być karana, a wtedy więzienia byłyby pełne feministek). Nie ma to najmniejszego związku z wykonywanym przez nich zawodem. Ba! W mojej ocenie nie ma tam żadnych seksistowskich uwag, jedynie subiektywne spojrzenie na sprawy damsko-męskie. Wyrwane z kontekstu fragmenty nie świadczą o ich „mizoginii”, co najwyżej o manipulacji autorek tekstu.
Istnieje oczywiście ryzyko, że jako kobiety z naszymi mało pojemnymi móżdżkami i słabo wykształconymi połączeniami nie zrozumiałyśmy istoty przekazu zaserwowanego nam przez szanownych autorów.
W waszym przypadku to prawda – wasze móżdżki są mało pojemne i macie słabo wykształcone synapsy.
Dlatego postanowiłyśmy zapytać o to osoby, z których opinią – chociażby przez fakt posiadania penisów oraz względnej decyzyjności – panowie liczyć się muszą. Napisałyśmy zatem do dziekana Okręgowej Rady Adwokackiej w Szczecinie adw. Włodzimierza Łyczywka oraz Rzecznika Dyscyplinarnego Szczecińskiej Izby Adwokackiej Waldemara Juszczaka. Otrzymałyśmy informację zwrotną, iż w dniu 17 września 2018 r. wydano postanowienie o wszczęciu postępowania dyscyplinarnego.
Nie zgadzamy się z kimś, więc należy na niego donieść. To proste i oczywiste – tak bolszewicy funkcjonowali od zarania dziejów, odkąd Pawko Morozow doniósł na własnych rodziców, że ukrywają zboże. Nie wiem jaką decyzję podejmie palestra, ale powinni się podetrzeć tym śmiesznym donosikiem dwójki lewackich pismaków.
Dla mnie to groteskowe. Dwie kobiety po jakichś humanistycznych kierunkach, robiące „karierę” w portalikach dla lewaków, pouczają doświadczonych mecenasów co mogą, a czego nie mogą publikować. Jeszcze piszą donosy do rady adwokackiej. Ok, niekiedy te treści mogą się wydać kontrowersyjne, ale w mojej ocenie nie przekraczają one bariery dobrego smaku, tak jak chociażby w tej sytuacji, gdy jeden z menadżerów na portalu „linkedin.pl” uznał, że jedną z ważniejszych kompetencji sekretarki jest „dobre ruchanie się”. Sfrustrowane kobiety dobijające 40-tki, które uświadomiły sobie że niewiele osiągnęły i teraz chcą niszczyć życie innych w oparciu o absurdalne oskarżenia. Przynajmniej ja tak to widzę.
Co do treści bloga – sami oceńcie. Ja tylko chciałem wskazać na fakt, jak feministki zmanipulowały blog i przyrównały go niemal do Mein Kampf lub Die Sturmer. W dodatku nie weszły w żadną polemikę z tekstami, jedynie zacytowały kilka fragmentów i uważają się za wielkie dziennikarki. Strajk.eu  – akurat szukam pracy. Również potrafię robić kopiuj-wklej, a w dodatku nie mam na utrzymaniu gromady kotów, więc finansowo nie będę tak wielkim obciążeniem. Czekam na kontakt! 

 

 
Pozdrawiam panów mecenasów i życzę im jak największych zasięgów. Nie dlatego, że się z nimi specjalnie zgadzam (w wielu aspektach tak, w niektórych nie). Na złość feministkom – takim jestem wrednym nosaczem 🙂

One thought on “Jak feministki niszczą pewnych mecenasów, którzy w wolnych chwilach zajmują się filozofią MGTOW

  • 21 października 2018 at 18:26
    Permalink

    Dobry artykuł, dzięki za dobrą robotę

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *