Syndrom oblężonej twierdzy czy androfobia? Czy kobieta musi się permanentnie bać mężczyzn?

Nie miałem pomysłu na obrazek, to zrobiłem rekonstrukcję oblężenia Feministapola przez Gwałcicieli Seldżuckich z 1453 roku

Co mnie zszokowało ostatnio to tekst pewnej blogerki o tym, jak kobiety na każdym kroku muszą bać się o swoje życie (dokładnie takiego sformułowania użyła!) i jak bardzo czują się źle w towarzystwie obcych mężczyzn. Paranoidalne wyznanie skłoniło mnie do napisania kilka słów komentarza, który mam nadzieje wyjaśni, że irracjonalne fobie pani Ilony to jedynie androfobia lub celowa manipulacja a la syndrom oblężonej twierdzy. 

Ok, zacznijmy od razu od cytatów, bo szkoda się rozdrabniać. W tym miejscu macie link do całego tekstu. 
„Kiedy pojawiła się akcja #metoo, wielu mężczyzn się zdziwiło. Jak to? To już nie można gwizdać za kobietą na ulicy? Nie można komplementować jej cycuszków? To klaps w pupę wam nie schlebia?”
Ok, może nie jestem kobietą i nie doświadczam tego, ale owe zachowania są charakterystyczne dla patologii, a nie dla zdecydowanej większości normalnych mężczyzn. Robienie z tego normy jest chore. Problemem z #metoo nie jest to, że nagle magicznie mają zniknąć patologiczne zachowania niektórych mężczyzn (kobiet zresztą też). Problemem jest to, że pozwalamy na publiczne pomawianie ludzi w imię rzekomej walki z kulturą gwałtu. Tylko przypomnę, że w związku z #metoo nie zapadł ŻADEN wyrok skazujący, zarówno w USA, jak i w Polsce. Nawet śledztwo w sprawie Weinsteina ciągle się toczy. Jedynym skazanym jest Bill Cosby, który zarzuty molestowania usłyszał grubo przed akcją #metoo.
Autorka tekstu przytacza cytat z książki Margaret Atwood „Mężczyzna boi się, że kobieta go wyśmieje. Kobieta boi się, że mężczyzna ją zabije.”. Ale nie tak dawno, o czym pisałem, Atwood stanęła w kontrze do akcji #metoo, krytykując medialny lincz na kanadyjskim pisarzu, który został wyrzucony z uczelni za rzekomy gwałt (do którego jednak nie doszło, co udowodniło uczelniane śledztwo).
„Kobieta boi się o swoje życie codziennie. Boi się, kiedy zostaje sama w domu. Sprawdza wtedy co chwilę nerwowo, czy na pewno zamknęła drzwi na klucz? Czy wszystkie okna są pozamykane? Czasami, kiedy jest w domu sama albo z dziećmi, analizuje, czy zdąży dobiec do kuchni po nóż? Ten strach powoli kołysze ją do snu. Nie na długo, bo obudzi się znowu za dwie godziny i będzie nasłuchiwać odgłosów z ulicy. Czy to przypadkiem nie w sąsiednim pokoju? Boi się, kiedy czeka na parkingu podziemnym. Zamyka samochód od środka, ale i tak ma w głowie takie obrazy, że ktoś wybija szybę i wyciąga ją na zewnątrz. Boi się przejść podziemnych. Nie tylko w nocy. Kiedy naprawdę musi, przemyka nimi ze spuszczoną głową. Jak najszybciej. Na nikogo nie patrzy i marzy tylko o tym, żeby nikt nie patrzył na nią. Boi się wracać z pracy po zmroku. Czy wyjść do sklepu po bułki. Ściska wtedy telefon w swojej kieszeni, jakby był bronią i skanuje ulicę wzdłuż oraz wszerz, żeby wiedzieć, dokąd uciec. Tak w razie czego. Na wszelki wypadek. Nigdy nic nie wiadomo. Boi się nie tylko, kiedy przechodzi przez pusty zaułek, obok ciemnej bramy. Ona boi się praktycznie non stop! Boi się kroków, które słyszy za swoimi plecami. Boi się, kiedy sama stoi na przystanku.”
Nie jestem pozbawionym empatii skurwysynem, ale gdy czytam coś takiego, to pierwsze co mi przychodzi do głowy, to nie „jakie biedne kobiety, jak macie pod górkę w życiu” tylko „czy ta osoba jest na pewno zdrowa psychicznie?”. Musiałem ten cytat wkleić w całości, bowiem cały ten fragment najlepiej świadczy, że problemem tej pani nie są mężczyźni, tylko ona sama. I mówię to bez krzty ironii. Androfobia (nie mylić z mizoandrią) jest poważnym schorzeniem natury psychicznej. Najczęściej spowodowana jest traumatycznymi wydarzeniami z przeszłości, ale nie tylko. Cierpi na nią ok. 9 % Polek, a w jej wyniku może dojść do poważnych konsekwencji natury psychicznej, a nawet samobójstwa. Dlatego pani Ilonie proponuje przede wszystkim badania psychiatryczne i jak podkreślam – nie jest to w żadnym stopniu moja złośliwość.
Natomiast jeśli to cyniczna, feministyczna gra, to jest to klasyczny przykład syndromu oblężonej twierdzy. Jest to manipulacja oparta na silnych emocjach, którego celem jest stworzenie wyimaginowanego wroga i wzbudzenie poczucia zagrożenia. Żeby nie wdawać się w aktualną politykę, użyję przykładu książkowego. W „Rok 1984” Oceania straszyła swoich obywateli Emmanuelem Goldsteinem, który nie wiadomo nawet czy istniał. Robili to na tyle skutecznie, że nikt nie miał wątpliwości, że cokolwiek się dzieje złego w państwie, jest to robota agentów Goldsteina. Jeśli tak, to jest to perfidna manipulacja, która mnie osobiście brzydzi.
Ale wróćmy do tekstu.
„Tak, masz rację, to NIE JEST NORMALNE, że my – kobiety – żyjemy w ciągłym strachu. Ale to nie nasza wina. Nie my go sobie wymyśliłyśmy, tylko wy wtłoczyliście nam go do głów. Za każdym razem, kiedy użyliście wobec nas siły. Albo władzy. Nawet tym klepnięciem czy złapaniem za kolano pokazujecie, że należymy do was. Gwiżdżecie za nami na ulicy, jakbyśmy były przedmiotem, autem na wystawie, które można pokazać kolegom, rechocząc przy tym radośnie. A potem sobie wziąć?”
Gdyby nie mężczyźni, to kobiety zostałyby zagryzione przez tygrysy szablastozębne, jeszcze przed epoką wynalezienia ognia. Świat jest urządzony tak, że opiera się na sile. Możemy strzelić focha i popłakać się w kącie, albo znaleźć sposób na obronę przed zagrożeniami. Prapra(pra)babki widziały jak to zrobić, robiąc z mężczyzn swoich obrońców. I przez stulecia taki model funkcjonował, w którym mężczyźni poświęcali własne życie w obronie niewiast. Nagle komuś przestało się to podobać i feministki stwierdziły, że to był patriarchat, który uciska kobiety. A wiecie, że klepnięcie w tyłek kobietę czy gwizdanie w XIX wieku, w epoce wstrętnego patriarchatu, było nie do pomyślenia? Nawet wśród prostego ludu! Tak, to rewolucja seksualna do tego doprowadziła!
W ogóle patrzcie jakie to jest zero-jedynkowe podejście. Nie ma odcieni szarości. Są nieskazitelnie białe kobiety, ofiary czarnych niczym diabeł samców. A tymczasem kobietom często zdarza się klepnąć mężczyzn w tyłek, gwizdać na nich, wołać na ulicy. Tak, tak – to też efekt rewolucji obyczajowej! Zresztą nie tak dawno była akcja, w której reporterka stwierdziła, że dla żartów poklepie w tyłek zawodnika baseballa. Jak myślicie, czy gdyby mężczyzna-reporter zrobił to zawodniczce siatkówki, to nie zostałby wyrzucony z pracy pod wpływem feministycznego lobby?


„Wtłaczacie nam ten strach do głów również wtedy, kiedy mówicie coś o naszych cyckach czy nogach. Wsadźcie sobie te komplementy gdzieś, bo my nie zaczepiamy na ulicy obcych mężczyzn i nie komentujemy wielkości ich przyrodzenia.”

Czyżby? xDDDDDDD To wideo dowodzi, że robicie to nawet publicznie! Co za hipokryzja! Albo poczucie, że jak „mi się to nie zdarzyło, to na pewno ŻADNA kobieta tak nie robi”.
„Zamiast pisać podręczniki, w których przestrzegacie dziewczynki, żeby nie nosiły kusych sukienek, napiszcie poradnik dla chłopców. Wystarczy jedno zdanie: „Nie gwałć”. Zamiast usprawiedliwiać, godzinami przesłuchując skrzywdzoną kobietę: ile wypiła, co miała na sobie i czy ktoś słyszał, jak krzyczy w samoobronie, ukarajcie jego.”
SZOK! Nie no, ta kobieta jest genialna! Odkryła sposób na wszystkie przestępstwa świata! Powinna pojechać na granicę izraelsko-palestyńską i wygłosić mowę pt. „NIE MORDUJCIE SIĘ!”. Pokojowy Nobel gwarantowany!
A poważnie – czy podstawowe zasady bycia odpowiedzialnym za siebie i swoje bezpieczeństwo są tak trudne do pojęcia przez feministyczny móżdżek? Czy naprawdę ta kobieta sądzi, że podręcznikiem dla gwałcicieli powstrzyma gwałty? W sumie skoro można powstrzymać terroryzm kredą… Nie, ale już zupełnie serio — naprawdę miło by było, gdybyśmy żyli w szczęśliwym El Dorado, bez wojen, głodu, śmierci i gwałtów. Ale nasze życie, czy tego chcemy czy nie, jest permanentnie zagrożone. Ale to nie powód, by tupać ze złości nóżką i obrażać się na cały świat, że jest taki smutny i zły. Tak robią 8-letnie dziewczynki, gdy mama nie chce im kupić kucyka, bo jej nie stać. Dorośli ludzie przede wszystkim stawiają czoła wyzwaniom i nie pozwalają, by strach ich paraliżował. 
Zresztą żyjemy w kraju, w którym gwałty są marginalnym przestępstwem (ok. 1300-2000 zgłoszonych przestępstw rocznie, dane policyjne — dla porównania kradzieży z włamaniem mamy od 60 do 100 tysięcy, zaś zabójstw od 500 do 1000) i w którym naprawdę możemy czuć się bezpiecznie, bez strachu, że jadąc metrem lub idąc na stadion, padniemy ofiarą terrorysty. Również jeśli chodzi o przestępstwa seksualne jesteśmy na szarym końcu w Europie, co udowadnia ta grafika sporządzona przez Europejską Agencję Praw Podstawowych.
Wiecie co w tym tekście jest najgorsze? Jak łatwo kobiety dają się manipulować tym tekstem. Nigdy w życiu nie doznały (a przynajmniej większość z nich) przykrych rzeczy, a gwizdnięcie budowlańców traktują jako akt największej przemocy. A najlepsze jest to, że sądzą, iż wszyscy mężczyźni są tacy jak ci budowlańcy. Tymczasem nie jest to nawet, w mojej ocenie, nawet 10 % mężczyzn. Ale ta garstka patusów widać jest świetnym pretekstem, by dać upust swoim mizoandrycznym fobiom i uprzedzeniom, żeby zrobić z mężczyzn totalne zwierzęta, które żyją po to, by molestować i gwałcić. A jeszcze przy okazji można zmanipulować setki kobiet, które na podstawie tego syndromu oblężonej twierdzy uwierzą w te bzdury. 
Czy kobiety mają się czego bać? Oczywiście! Tak samo jak mężczyźni. Świat jest pełen czyhających na nas niebezpieczeństw, nie oznacza to jednak, że mamy zwinąć się w kłębek pod kołderką i płakać rzewnymi łzami jaki ten świat jest okrutny. Możemy albo przezwyciężyć strach i żyć normalnie, jak człowiek, albo być frajerami. Natomiast zwalanie winy za poczucie strachu na mężczyzn jest już kompletnie kuriozalne. Akurat gdyby nie mężczyźni, to ta pani żyłaby w poczuciu totalnego strachu, albo już 10 tysięcy lat temu jej praprapra(pra)babkę zjadłby tygrys szablastozębny, bo nie byłoby mężczyzny, który by ją obronił.

Naprawdę słaba kampania mizoandryczna, której efektem jest wtłaczanie kobietom do głowy poczucia zagrożenia, które istnieje w stopniu marginalnym. Ludwiku Dorn i Sabo — nie idźcie tą drogą! 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *